Pasja i miłość,
dwoje współwinnych,
osadzonych na jednej ławie oskarżonych,
w sali sądowej
wypełnionej rodziną sędziów.

Jestem wdzięczna,
do bólu,
do braku słów wdzięczności.
W stanie, w którym dziękuję – to za mało.

I buntuję się.
Przeciw zniewoleniu,
strachu przed chceniem,
utraconej suwerenności.

Chcę postawić krok,
dostawić drugą nogę,
ruszyć dalej,
ale Sąd Rodzinny trzyma mnie twardą ręką.

Wiem…
to troska,
to miłość,
to odpowiedzialność.
Nie doszukuję się złych intencji.

A jednak…uzależnienie boli..