Po dwóch i pół miesiąca właśnie tyle kroków udało mi się postawić.
Samodzielnie.
Przy drobnej asyście M.

To niemal maraton dla mnie, a dotarcie do mety było jak uhonorowanie wielu lat wyrzeczeń.
Mój mały wielki sukces.
Sukces, który mobilizuje do dalszych starań,
który nadaje sens całej tej sytuacji, która od kilku lat skutecznie mnie pochłania.

Dzisiaj sześć,
jutro osiem,
pojutrze dziesięć
i tak stopniowo,
do skutku,
aż osiągnę zamierzony efekt!

Na chwilę musiałam odłożyć ćwiczenia – dzisiejszy helikopter w głowie skutecznie uniemożliwił mi odstawienie chodzika na bok.
Ale haczyk został połknięty i wierzę w zasadę, że co się odwlecze to nie uciecze!


Brak dzisiejszych ćwiczeń zrekompensowałam sobie…spacerem. 🙂
Pierwsze zimowe wyjście!
Na całą, długą godzinę.

Przestał mi przeszkadzać fakt 4 kółek, bo widoki były warte prawie każdej ceny!

Wolność.
Poczułam wolność.

 

 

**************************
Przypominam o Bogusi z bloga Dr Budwig i ja 🙂
Już teraz możecie zrobić dobry uczynek oddając Jej procent podatku.
Po szczegóły zapraszam tu : http://www.beme.com.pl/