Taki napis powinien wisieć na drzwiach większości SORów, szpitali, przychodni i gabinetów lekarskich.

SOR.
30 minut w kolejce do rejestracji.
4 godziny oczekiwania na przyjście lekarza- stażysty.
Po 5 godzinach od przyjazdu – wykonanie pierwszych, podstawowych badań krwi.
7 godzin od przyjazdu TK głowy.
Świat wiruje przy każdym ruchu.
Personel wydaje się tym nie przejmować.
Dostaję odległy priorytet.
Pokornie słucham krzyków coraz bardziej sfrustrowanych pacjentów i ich towarzyszy.
Bez sensu….i tak to nic nie zmieni.

Jestem daleka od oceniania pracowników.
Jak w każdym zawodzie – widzimy tylko przód sceny, nikt z nas nie wie co dzieje się za kulisami.
Wierzę, że taki standard obsługi to nie wina personelu, ale konstrukcji systemu…., na usprawnienie którego- zgodnie z dumnie wiszącą tablicą przy wejściu- wydano 13 milionów…
Nie chcę myśleć, co było przed „usprawnieniem”.

Oddział.
3 godziny czekam na korytarzu…na łóżko.
W międzyczasie przez godzinę pielęgniarki biegają po szpitalu w poszukiwaniu….mnie.
Po przyjeździe kazały mi usiąść na kanapie wraz z innymi oczekującymi na przyjęcie, a teraz – mimo, że nadal cierpliwie tam siedzę- urządzają poszukiwania.

Wizyta.
Dla kogo?
Z pewnością nie dla mnie.
Lekarka, ze znudzoną miną kwestionuje opisywane przeze mnie dolegliwości.
Szepce z rezydentami, którzy potulnie robią notatki.
Nic z nich nie wynika, bo część zaleceń i wskazanych konsultacji i tak nie dochodzi do skutku- zaginęły gdzieś w stercie papierów i oczekiwaniu na koniec pracy.
Próbuję przekazać informacje, które w przypadku mojej diagnozy mogą mieć duże znaczenie.
Koniec końców okazuje się, że mają – genetyka odegrała główną rolę.
Lekarka prowadząca z determinacją ignoruje moje próby – pogrążając się w dyskusji ze współpracownikami.
Omawiają moje wyniki badań . Równie dobrze mogłyby to robić w zamkniętym gabinecie zamiast na obchodzie. Mówią, jakby nie dotyczyły mojej osoby, jakby mnie tam nie było. Nie sposób się czegoś dowiedzieć. Przecież i tak Pacjencie nie masz pojęcia co to wszystko znaczy.
Wyjaśnić?
Po co?!

Gabinet lekarski.
– Chce Pani zrobić takie badanie? Bezsensu. Nie widzę podstaw!
Ok- nie to nie- dużo czytałam, zrobię prywatnie, upewnię. się na własną rękę. Już tyle razy moja intuicja i doświadczenie podpowiedziały mi właściwe rozwiązanie.
– Może Pani zacząć rehabilitację, za miesiąc.
– W jakim zakresie? Kto ma wypisać skierowanie? Czy mam się jeszcze do Pana zgłosić na kontrolę?
…nie doczekałam się odpowiedzi.
Trudno. Ogarnę to sama.
W końcu- chodzi o MOJE ZDROWIE! MOJE ŻYCIE!
Lekarz nie jest przecież od tak przyziemnych spraw jak moje leczenie i omawianie ze mną jego sposobu!

I tu pojawia się problem!
Odkąd postawiliśmy lekarzy na piedestale,
prostujemy kołdry,
równo układamy się na łóżku,
bez ruchu czekamy- bo właśnie idzie wizyta,
odkąd przestaliśmy wymagać – w świecie medycyny jest coraz gorzej.
Nie chcę generalizować. Mam jednak sporo doświadczenia i widzę , jak lekarzom nie chce się dokształcać, wychodzić poza swoją wąską specjalizację. Widzą kawałek Ciebie- a dobra diagnostyka wymaga czasem szerszego spojrzenia, zrobienia większej ilości badań, dokładnego wywiadu, empatii i wiary w to co mówi pacjent.
Każdy człowiek jest inny, każdy z nas taką samą chorobę może przechodzić inaczej.
Nie jesteśmy wyrwaną stroną z książki.
Niewielu z nas będzie wyciętym z podręcznika medycyny przypadkiem!

Mamy prawo do informacji,
do wyjaśnienia procedur, ryzyka,
prawo do zadawania pytań,
prawo do jakości usługi.,
czasu na wątpliwości.

Medycyna niczym nie różni się od innych dziedzin.
Skoro wymagam od konsultanta infolinii bankowej na którą dzwonię, żeby wyjaśnił mi zawiłości mojego konta,
a od sprzedawcy samochodu, żeby wyjaśnił mi jak dziecku, w czym ten samochód będzie lepszy od drugiego itd –
MAM PRAWO wymagać też informacji o swoim stanie zdrowia.

Czasy się zmieniły, a niektórzy chyba o tym zapomnieli.
Teraz – Klient – jest „górą” i wydaje się, że logicznym jest stwierdzenie, że to LEKARZ jest DLA PACJENTA,  a nie na odwrót.

Mam poczucie porażki po ostatnich doświadczeniach.
Nauczyłam się pytać wprost, nie wstydzę się sugerować, a i tak nie zawsze przynosi to efekt.
Z jednego z SORów wypuszczono mnie z masywnym zakrzepem – mimo moich sugestii, że powinni zrobić dopplera- zrobili…usg brzucha, usunęli krwiaka  i wypuścili do domu….3 dni później, po wizycie u specjalisty dziękowałam ze wszystkich sił, że skrzep się nie oderwał i nie zabił mnie!
Dwa dni temu wyszłam ze szpitala z rozpoznaniem udaru. Lekarka nie kwapiła się do wyjaśnienia mi przyczyn, ryzyka ( mój ojciec jest po 3 udarach), dlaczego mam się badać w kierunku SM. O wszystko musiałam dopytywać, a w domu szukać informacji na własną rękę.

Ten system musi się zmienić.
W końcu nie chodzi o niewiele wnoszącą informacje,
ale o informacje, która może zaważyć na naszym życiu!
Ciągle chcę wierzyć w ludzi!
Wydaje mi się, że tak skonstruowany system, nadmiar papierkologii, ciągły brak czasu odhumanizował niektórych lekarzy.

Ale jestem Pacjentem.
I nie wyrażam zgody na przedmiotowe traktowanie mnie.
Nic się nie zmieni, jeśli nadal będziemy na to pozwalać.