Właśnie minął trzeci miesiąc mojego przymusowego aresztu domowego.
W planach miałam pozostanie na zwolnieniu właśnie maksymalnie trzy miesiące.

Wychodzi na to, że na jutro muszę przygotować przekąskę,
przepakować torebkę,
nastawić budzik
i poinformować szefową,że czas zacząć nękać informatyków o nowe hasła dla mnie-
wtedy może będzie szansa, że tego samego dnia dostanę się choćby do poczty.

Plany…

A życie i tak pójdzie własną drogą!

Na szczęście każdy medal ma dwie strony.
Mam naprawdę dużo czasu na swoje zainteresowania,
nadrabiam luźną i fachową literaturę,
powoli wracam do ćwiczeń z emisji – brzuch może wreszcie zacznie działać,
czasem się wysypiam 🙂

Stawiam pierwsze kroki bez chodzika, choć w głowie nadal karuzela,
chodzę na randki…. 🙂 tak! Na randki! Z których wracam podparta silnym ramieniem M.
Planuje zimowo- letnie podróże i
projektuje domki z pudełek po butach dla lalek…bez sukcesu – Idzia uświadomiła mi, że przecież ma już domek dla lalek, ładny i z mebelkami!
No cóż…może sprawdzę się w innej dziedzinie 😉
Ot choćby medycznej…. muszę jeszcze sporo poczytać zanim udam się na kolejną konsultację 😉


Odkryłam Movie Makera i sklecam wakacyjne filmy, a przy okazji wracam do myśli, emocji, zapachów i smaków oglądanych przez okno laptopa miejsc.

Czy tęsknię za pracą?
Tęsknie za ludźmi,
za prowadzeniem szkoleń….
za normalną wypłatą ;P

Staram się spojrzeć na to wszystko, co się teraz dzieje, z boku.
Fakt- nie jest różowo,
ale i nie czarno.
Wychodzi na to, że to brudny róż! 😉

Taki Krejzol , jak ja, prędzej czy później, ale ostatecznie zawsze znajdzie sobie jakieś małe szczęścia.

Dla jednych będzie to słodko- pierdząca gadka,
innych może zainspiruje do poszukiwania tych emocji na swoim małym terytorium 🙂