To nie pierwszy raz kiedy wydaje mi się, że zdarzyła mi się jakaś życiowa katastrofa, najgorsza rzecz na świecie.

I nie pierwszy raz przekonuję się, że takie zdarzenia są często najlepszymi motywatorami i stanowią największą inspirację do dalszych działań i poszukiwań.

Staram się wierzyć, że wszystko ma swój sens,
cel, dla którego zaistniało,
że dzieje się po coś.
Nie jest to łatwa wiara,
ani prosta sprawa.
Bo jaki sens widzi matka po śmierci swojego dziecka?
Jak sens widzi osoba, która właśnie straciła nogę, a do tej pory była czynnym biegaczem?
Jaki sens jest w tym, że właśnie straciłaś pracę, a na Twojej głowie utrzymanie całego domu i kredyt hipoteczny?
Pytania nie mają końca.
Nie mają też prostej odpowiedzi.
A już z pewnością nie w pierwszej chwili.
Potrzeba dystansu,
ugaszenia emocji
i chęci…do wyciągania wniosków, nauki z doświadczeń, odwrócenia perspektywy.
Jaką lekcję wyciągnęłam z ostatnich zdarzeń?
Bardzo podobną do ostatnich.
Każdy oddech jest cenny- bo może być ostatni.
Każdy krok powinien cieszyć- bo następny może być niemożliwy.
Każda sekunda poświęcona na zabawę z dzieckiem, choćbyś była najbardziej zmęczona – jest warta Twojego trudu.
Każde marzenia jest uzasadnione- bo dostarcza nowych celów.
Każdy cel jest ważny- bo nadaje sens istnienia.
Każde życie jest cenne- choćby wydawało się nam najmarniejsze- bo w każdej chwili możemy chwycić za ster i coś zmienić.
Nie mówię, że będzie łatwo.
Nie mówię, że uda się od razu.
Mówię, że warto.
********************************
Mój poranny zachwyt