Chciałabym, żeby ten post tonął w zachwytach od początku do końca.
Żeby nastrajał , dawał pozytywnego kopa.
Ale po doświadczeniach z kilku ostatnich dni…nie do końca jest to możliwe.

Lubelska- jakże niedoceniona przeze mnie- część „światowych” specjalistów z zakresu leczenia schorzeń kręgosłupa postanowiła pokazać mi gdzie moje miejsce.
Od 8 doby po operacji, po której nie wolno siadać i chodzić po schodach biegam od lekarza do lekarza, od przychodni do poradni próbując znaleźć kogoś kto zechce zdjąć mi szwy i zajrzeć co się dzieje pod nimi…bo coś się dzieje…i to nie jest nic dobrego.
Nie omieszkałam już kilkukrotnie spowiadać się, z jakiego powody wybrałam Gryfice , a nie Lublin.

Okazuje się, że „światowi spece” mają mi teraz sporo do zaoferowania. Nagle dostrzegli na MR, że kręgosłup był w fatalnym stanie i trzeba było operować, ale oczywiście zrobili by to inaczej! Może udałoby się odratować niektóre z uszkodzonych nerwów…
Ręce mi opadają!
A zszargane nerwy nie wiem czy jeszcze ktokolwiek naprawi!

Cięgle w uszach brzmią mi słowa ostatniego neurochirurga, którego odwiedziłam w Lublinie zanim ostatecznie zdecydowałam się na operację: „ Musi Pani pogodzić się z bólem. Już taki Pani urok. Dla niektórych nie da się nic zrobić”


Po wizycie u chirurga ogólnego, neurochirurga ( prywatnie) – ten odesłała mnie (!!!) do lekarza rodzinnego po skierowanie na TK, po oznaczeniu kreatyniny w poniedziałek jadę na tomografię brzucha…może wreszcie coś ruszy z miejsca….
Od razu wyjaśnię – zadzwoniłam też na SOR naszej flagowej placówki, ale tam Pani z góry uprzedziła mnie, że nie ma szans na to, żeby ktokolwiek mnie dzisiaj zbadał. Poranne siedzenie przez kilka godzin odpuściłam na rzecz prywatnej wizyty.

**************
Najważniejsze zostawiam na koniec. Bo mimo tego co dzieje się wokół, powinnam się skupić na tych maleńkich krokach, które pchają mnie do przodu.

Codziennie odznaczam na liście kolejną rzecz, którą mogę zrobić sama. Faktycznie działa to bardzo mobilizująco! 🙂
Mocno zaprzyjaźniłam się z Tuptusiem. Bez niego ani rusz. Mogę już sama się podnieść i wstać dzięki niemu. Razem też jesteśmy w stanie dotrzeć do toalety i z powrotem. 🙂
Sama jem zupę, dzięki stolikowi, który zakupił  mi M. 🙂
Kiedy leki działają najsilniej mogę też , wspierając się na chodziku, nałożyć sobie sama pastę i umyć zęby! 🙂
Dla kogoś może się to wydać śmiesznie mało, a dla mnie to ogromny postęp!! Codziennie stawiam sobie jakiś mały cel i konsekwentnie staram się do niego dążyć. Brakuje mi bardzo mojej niezależności….

***************
Ból nadal jest duży. Będzie się jeszcze utrzymywał przez kilka tygodni, gdyż implant rozpycha się nieco i układa. Jestem na to przygotowana. Dobrze obstawiono mnie lekami. W każdym razie lepiej, żeby ktoś przypadkowy nie pomylił ich z cukierkami, bo po jednej tabletce mógłby zejść z tego świata 😉