Czas przeglądu

Nie lubię listopada.
Taki już zazwyczaj brzydko jesienny – czytaj: brak słońca, liści , przyzwoitej temperatury. Położony między pięknym latem, kolorową jesienią i ukochanymi grudniowymi świętami!
No za nic nie mogę znaleźć jego dobrej strony!

A teraz jeszcze przyszedł czas przeglądu medycznego.
Więc nie lubię go już co najmniej z dwóch, nie powiązanych ze sobą powodów!
A co?!
Nie zawsze muszę być ćwierkającą optymistką. 🙂

Zajrzą mi tu i ówdzie.
Z zaciekawieniem prześwietlą wierzch, spód i całe życie wewnętrzne.
Użyją do tego sprzętu , o którym filozofom się nie śniło.
Zapiszą na stercie papiero- nośników, na które będę musiała znaleźć miejsce w mojej i tak już wypchanej szafce.
Potem jeszcze tylko sabat czarownic i startujemy z nową bajką…albo ciągniemy starą,

Już mi się gęba uśmiecha na myśl o ciągnących się w nieskończonych kolejkach na korytarzach, niewybrednych żartach gwiazd onkologicznej sceny szpitalnej
i lawiną narzekań: kto ma gorzej?!
Niektórzy są w tej konkurencji nie do przegadania 🙂
A najśmieszniejsze jest to, że zazwyczaj nie Ci najbardziej poszkodowani….

Krzyżuję palce, żeby przypadkiem ta zaraza pesymizmu i mnie nie dopadła.
A kysz!