Małe rzeczy urastają do rangi wielkich stresorów.
Jak choćby zgubiony szalik, który następnego dnia spokojnie patrzył na mnie z wieszaka,
albo konieczność zrobienia nowej prezentacji z motywami storytellingu,
kolejka w poczekalni do lekarza,
brak mleka do popołudniowej kawy,
poranne wiadomości snujące nowe teorie o Smoleńsku, zasłyszane kątem ucha, przypadkiem…

Wszystko to ma jeden cel!
Z sukcesem maskuje wewnętrzną niepewność i strach przed tym co zbliża się coraz większymi krokami.
Na szkoleniach podkreślam, że każda obiekcja ma swoje źródło. Ogólne stwierdzenia to tylko maska.
Życie tylko potwierdza moją teorię.

Tak.
Boję się. Coraz bardziej.

Nie ucieknę.
Byłoby to nielogiczne, wbrew rozumowi.
Niemniej jednak, mój wewnętrzny superbohater wziął nogi za pas i zwiał!

Mam nadzieję, że najpóźniej za tydzień wróci!

Codziennie, wizualizuję sobie siebie w zdrowej skórze.
Tyle rzeczy mogłabym robić,
tyle odłożonych ” na później…na nigdy” planów zrealizować.
Pomaga.
Bo przypomina mi dlaczego zdecydowałam się na ten krok…

….i trochę wolnego też się przyda 😉

I tym miłym akcentem kończąc- życzę Wam -dobrego weekendu!