Pozostało tylko czekać.

Operacja odbędzie się.
Na koniec listopada.
Szybciej niż zakładałam.

Z jednej strony chciałam „już”, „teraz”, ” w tym momencie”,
a z drugiej…poczułam lęk.

Dzisiejszy telefon od neurobożka wyrwał mnie z pracowniczego letargu.
Nie mogłam już potem skupić się na niczym.

Czekałam na ten moment kiedy ktoś mi powie- da się to naprawić, jeszcze tyle przed tobą!
I wreszcie się doczekałam, choć czuję, że strach nie odstąpi mnie nawet na krok przez najbliższy miesiąc.
Operacja, jak każda, obarczona wysokim ryzykiem…różnych rzeczy, których nie chce na głos przywoływać…., ale jeśli poprawi mój życiowy komfort choćby o milimetr uznam, że była warta wszelkich niedogodności z nią związanych.

Przede mną czwarta zima spędzona w domu!
Pracodawca mnie pewnie za to ubóstwia ;P
Ja narzekać nie mogę, bo ciemno i zimno nie są moimi sprzymierzeńcami.
Wdzięczna więc będę za możność przespania tej pory roku.

Ale zanim to zrobię – mam w planie wczesnozimowy wypad w Tatry! 🙂
Czasu za wiele nie mam, bo i w pracy muszę pozamykać wiele spraw,
ale iść na operację bez złapania oddechu w górach?
Niemożliwe! 😉