Bursztynowe połoniny

W górach czas mija niesamowicie szybko.
Jedziesz po to, żeby zwolnić, wyrwać się z pędu,
a …wpadasz w inny pęd!
Na szczęście ten pożądany.

Niewiele brakowało, a odpuściłabym sobie ten wyjazd.
Pewnie zamiast mieć teraz masę pięknych wspomnień i widoków pod powiekami,
siedziałabym w domu zła, sfrustrowana i samotna.
Cieszę się, jak dziecko, że wystarczyło mi determinacji, żeby ruszyć się z domu.

Spędziliśmy czas bardzo intensywnie, wykorzystując każdą sekundę wyjazdu,
na wędrówki, podziwianie widoków i długie nocne rozmowy.
Fizycznie- dogorywam,
Ale kotłujące się ostatnio we mnie złe emocje- ostygły.

Poznałam fantastycznych ludzi,
odkryłam na nowo Bieszczady,
co więcej- kolorowe, jesienne Bieszczady.
Warto było zrobić każdy krok,
zmęczyć ciało,
żeby umysł mógł odpocząć.
W gratisie człowiek zyskuje dumę- że znów się udało pokonać własną słabość,
Ta gra nigdy mi się nie nudzi!
Wtedy czuję, że żyje,
że jestem sobie sterem i okrętem,
że bardzo wiele zależy ode mnie!

Nie rzucę wszystkiego i nie pojadę w Bieszczady – przynajmniej na razie.
Ale z tej krótkiej podróży wycisnęłam wszystkie soki
i dzięki niej miejsce złych myśli wypełnią piękne wspomnienia.