Przetrwałam!

NFZ się spisał.
Zafundował mi całkiem przyzwoity pobyt w pokoju czteroosobowym,
z dużą łazienką i świetną obsługą.
Pozwólcie, że diety nie skomentuję, bo na tym tle niestety mój hotel nie wyróżniał się spośród innych podobnych ośrodków 😉

Poznałam kilka bardzo sympatycznych osób.
Większość z nich ,bardzo zestresowana, decydowała się na wieczorny- przedoperacyjny- uspokajacz.
Skutkowało to opowiadaniem mi swoich życiorysów… łącznie z intymnymi szczegółami 😉
Cóż, ćwiczę cnotę słuchania 🙂

Pani Doktor zrobiła co w swojej mocy, żebym nadal prezentowała się przyzwoicie!
Jestem jej za to niesamowicie wdzięczna.
Udzielił mi się też jej humor i optymizm.
Życzyłyśmy sobie nigdy więcej się nie spotkać- przynajmniej w relacji lekarz-pacjent.
A czy tak będzie?
To się okaże za 3 tygodnie!

Więc…czekam.
A wiecie już, że tego nie lubię…

Umilę sobie ten czas kolejną podróżą do Gryfic.
Razem z moim nowym neurobożkiem ustalimy plan operacji.

****

Dzisiaj z M. snuliśmy plany co będziemy robić jak już wreszcie zostanę naprawiona.
Są bardzo bogate,
dlatego też nie przewiduję innej opcji niż ta, że chirurgiczne never ending story będzie jednak miało swój happy end!