Konfrontacja…

….z lustrem.

Dwa dni temu stanęłam przed lustrem.
Długo się do tego zbierałam, ale dzisiejszy wyjazd zmobilizował mnie do zmiany opatrunku i sprawdzenia, czy aby na pewno wszystko jest dobrze.
Jest.
I nie jest.
Zanim rozum wróci do głowy emocje rządzą niepodzielnie.
Do dzisiaj myślę jak kobieta,
jutro być może spojrzę na to jak chorująca, której wycięto co nieco przybliżając ją do bycia zdrową.
Ale to jeszcze nie teraz.
Wiem, że są osoby w dużo gorszym położeniu niż ja.
Nie chce się nad sobą użalać. Absolutnie!
Ten szok jest wynikiem tego, że poszłam usunąć jakiegoś niezbyt dużego ( jak mi się wydawało) guzka, a wróciłam z piersią dużo mniejszą niż ta druga.
Wydawało mi się, że nic się nie zmieni.
Ale zmieniło się.
Nie użalam się.
Raczej się złoszczę.
Na siebie,
że tego nie przewidziałam,
że się nie przygotowałam
i teraz…
zamiast cieszyć się, że pozbyłam się hodowli,
jęczę, że nie wyglądam tak, jakbym chciała wyglądać.
Dla siebie…dla M.
Jadę dzisiaj do Gryfic.
To dobrze!
Bo moją głowę zajmie teraz inne wyzwanie,
a to, co się już stało,
zacznie być …naturalną częścią mnie.
Zdrowszej mnie!
Miłego długiego weekendu!