Jaki tu spokój…

M. i Idzia wyjechali na survival ojców i córek.
Korporacyjny hałas zostawiłam za sobą o 16.00.
Szelest opakowania, z którego pielęgniarka wyciągała strzykawkę, żeby podać lek -też już ucichł.

Dom przywitał mnie głuchą ciszą.
Mące ten stan sączącymi się z głośników dźwiękami ulubionej płyty.

Ze spokojem czekam na rozwój wydarzeń.
Wyryłam w głowie same dobre scenariusze.

Dlatego nie dobijam się ciągłymi telefonami do sekretariatu szpitala,
z pytaniem czy są już moje wyniki.
Podoba mi się ten stan błogiej nieświadomości!
Ten toczący się film z hollywoodzką puentą,
która- jak założyłam – w przyszłym tygodniu kiedy już powinny być wyniki-
wejdzie do kanonu polskiej rzeczywistości,
mojej rzeczywistości.

**************

Z jabłecznikiem na talerzyku i filiżanką aromatycznej kawy gorąco pozdrawiam 🙂