Szczyt absurdu

Moja frustracja sięgnęła dzisiaj zenitu!

Na ogół jestem spokojna, zdystansowana, mocno stąpająca po ziemi.
Wolę widzieć szklankę do połowy pełną, niż od połowy pustą.
Ale dzisiaj zionę depresyjnym ogniem!

Bo nie dość, że rozbudzają moje nerwy do granic możliwości, to jeszcze skutecznie zabijają wiarę w możliwość wyleczenia…, albo chociaż powstrzymania choroby.

Przy okazji MR i scyntygrafii, na które dostałam skierowanie w związku z wypadniętym dyskiem znaleźliśmy zmiany nowotworowe w kręgosłupie. Ból kręgosłupa czasem jest nie do zniesienia.
Dysk też zrobił swoje. Unieruchomił mnie na kilka ładnych miesięcy, a przy okazji uciska jakieś nerwy powodując , że  moja lewa noga żyje własnym życiem.

Zmiany postępują. Noga drętwieje coraz częściej, codziennie boli, trudno mi zasnąć, a kiedy chwilę posiedzę mam kłopot z wstaniem i zrobieniem kilku pierwszych kroków. Wiele rzeczy, które kochałam robić musiałam znacznie ograniczyć. Tylko dzięki własnemu uporowi i determinacji pozwalam sobie czasem na zrobienie czegoś, co w poprzednim życiu nie sprawiało mi żadnej trudności, a teraz zdarza się, że jest ponad moje siły. To takie ochłapy normalności, których nie daje sobie odebrać!

Tymczasem Mądre Głowy, w ilościach niezliczonych, mają tysiące swoich teorii na temat leczenia mnie. To nic, że każda jest inna i oczywiście najlepsza w ich mniemaniu : operować, nie operować, ćwiczyć, nic nie robić, brać leki, dużo leżeć itepe, itede….
Koniec końców większość kończy swoją tyradę na kolejnym skierowaniu na rehabilitację, która od dwóch lat nie przyniosła żadnego długotrwałego efektu.

Teraz Drogi Lekarzu moje pytanie:

Postaw się na chwilę w mojej sytuacji. Pomyśl, że codziennie rano wstajesz z bólem i z nim zasypiasz ( albo i nie – wszystko zależy od tego na ile potrafisz nad nim zapanować). Masz 32 lata, a na ulicy często wyprzedzają Cię Panie i Panowie w wieku Twojej babci/dziadka. Jesteś zmuszony do zrezygnowania z rzeczy, które zawsze kochałeś robić, bo Twoje ciało buntuje się przy najmniejszym wysiłku. Twój żołądek nie jest w stanie znieść kolejnej porcji leków. W końcu to nie cukierki. Nie da się ich przez całe życie pożerać garściami! Codziennie czujesz coraz większe napięcie, strach, obawę, że pewnego dnia zwyczajnie nie będziesz mógł samodzielnie podnieść się z łóżka, bawić się ze swoim dzieckiem lub choćby przynieść sobie szklankę wody, bo do kuchni będzie za daleko. Pomyśl o poczuciu bezradności i nadziei, które towarzyszą Ci podczas kolejnych wizyt u „specjalistów” i rozczarowaniu , z którym wychodzisz z gabinetu, kiedy kolejny z nich wie, co jest przyczyną, ale nie chce mu się chwilę zastanowić, wyjść poza ramy wyuczonej teorii, i zrobić dla Ciebie więcej. Albo chociaż …uwierzyć, że ta sytuacja jest dla Ciebie trudna, niezrozumiała, że czujesz się zagubiony i nie wiesz co właściwie będzie dla Ciebie najlepsze.

Czy następnym razem również z taką beztroską w głosie powiesz :”Proszę brać tabletki i zgłosić się na rehabilitację. Tak to już będzie wyglądało, nic więcej się nie da zrobić”?