…..

Tata wreszcie doczekał się operacji.
Przynajmniej w teorii…termin : jutrzejszy poranek.
Pomyślcie o nim ciepło.

*******************

Boję się!
Zupełnie nieracjonalnie.
Codziennie jak mantrę powtarzam, że nie ma czego,
ale podświadomość (?), intuicja (?) nie dają za wygraną.
Chwilami czuję jak ten strach z siłą imadła zaciska mi się na żołądku,
krok po kroku obejmując najmniejszą komórkę mojego ciała.

Z jednej strony- super!
Wytną to COŚ i będzie spokój,
z drugiej…czekanie,
na wyniki,
na dalsze decyzje,
na święty spokój.

Łatwiej się mobilizuję gdy znam przeciwnika,
niż gdy czekam na niego w szatni.
Brak wzrokowego kontaktu wytrąca mi siłę z rąk.
Napełnia czarnymi myślami.

Bez sensu!
Jakby samo myślenie miało zmienić to co i tak ma się zdarzyć.
A przecież zdarzy się…dobrze!

Przestawiam pstryczek w głowie
i z uporem maniaka wypisuję hasła:
to może być jeden z lepszych splotów zdarzeń w życiu, 
guz nie równa się rak
80% procent takich zmian to zmiany łagodne, czemu niby miałabym być w tych 20%?


Wstrzymuję upływ czasu
jednocześnie przyspieszając jego bieg.
Niech się dzieje co ma się dziać!
Byle bym wiedziała na czym stoję.