…tyle kilometrów zrobiłam w ciągu ostatnich dwóch tygodni!
Imponujące…, jak dla mojego kręgosłupa 😉

Do tego należałoby doliczyć ok 3 km w górę i…. tyle samo w dół 🙂

A to jeszcze nie koniec…

**********
Aosta!

Nasza tegoroczna podróż była totalnie spontaniczna. Siedząc w wypożyczonym samochodzie nadal nie wiedzieliśmy do końca czy jedziemy się wspinać czy pluskać nad wybrzeżem. Wszelkie dostępne prognozy pogody mówiły, że w całych Włoszech szaleją burze, a w Alpach dodatkowo jest zimno i deszczowo.
Zwyciężyła miłość do gór!
Nie mogło być inaczej 🙂

Ruszyliśmy w kierunku Aosty, zahaczając o Lago di Como i Lago Maggiore. Alpy są tu jednak za niskie, więc ruszyliśmy dalej 😉
Po drodze, postanowiliśmy nieco rozprostować nogi robiąc sobie spacer na wysokość ok 2300 mnpm. Startowaliśmy z Pila- Gorraz- to ogromny kurort narciarski. Całe szczęście, po sezonie świecił pustkami, a my mogliśmy napawać się ciszą, pięknem gór i wszędobylskimi świstakami 🙂
Widok na tej wysokości odsłonił przed nami pasmo 3 i 4-ro tysięczników grubo posypanych  białym puchem.
Wiedzieliśmy już gdzie mamy jechać 🙂

Courmayeur wraz z Val Veny stało się dla nas domem na kilka dni. Zwłaszcza, że widok wyłaniającego się Mont Blanc zrobił na nas ogromne wrażenie!
Ogromny lodowiec, który stanowił nasz widok na najbliższe 3 noce, co rano, kiedy tylko pojawiały się na nim pierwsze promienie słońca przypominał nam o potędze natury. Patrząc na niego wydawało mi się, że właśnie spadła odrobina śniegu…dopiero huk, który ciężko mi do czegoś porównać, uświadamiał, że właśnie spadło kilkanaście może kilkadziesiąt ton tego puchu!

Człowiek , z całym zapleczem intelektualistów, broni, wynalazków staje się przy naturze taki malutki…

Val Veny- jedna z najpiękniejszych dolin w okolicach Aosty. Z ogromną przyjemnością, mimo słabej pogody zwiedzaliśmy jej zakątki.

Zajrzeliśmy między innymi do Refugio Elissabetta wspinając się po ośnieżonej ścianie, Lago Inferiore, gdzie pokonaliśmy 1350 metrów wysokości podczas podejścia- z całej naszej trójki tylko moja 6-cio letnia Córcia mogła się pochwalić energią do dalszych działań. Ja i M. ledwo doczołgaliśmy się do samochodu.
I kiedy w Polsce wszyscy narzekali na upały- mu rzucaliśmy się śnieżkami 🙂

Na koniec postanowiliśmy się nieco zregenerować. W Pollein jest piękny park. Ogromny! Z soczyście zieloną trawą i widokiem na ośnieżony szczyt Emliusa 🙂 Spędziliśmy tam niemal cały dzień napawając się widokiem Alp i tego niesamowitego szczytu zastanawiając się jak go ugryźć w przyszłym roku 🙂

********
Z każdej podróży wracam silniejsza!
Naładowana energią, z której korzystam w gorsze dni.

Dla mnie podróż jest czymś wyjątkowym.
To w dużej mierze praca nad sobą, nad pokonywaniem własnych słabości, nabywaniem pewności siebie, pogłębianiem relacji, nową perspektywą.
To czas wyciszenia.
To moment, w którym mogę pokazać innym, że jeśli się dobrze zorganizujemy, to ani choroba, ani podróż z dzieckiem, ani niewielkie zaplecze finansowe nie są powodem, dla którego musiałabym z czegoś całkowicie zrezygnować!
Pogodziłam się z tym, że nie wszystko jest możliwe. Ale możliwe jest wszystko to, na co pozwoli mi ciało i umysł. A wbrew pozorom to bardzo dużo, przynajmniej z mojego punktu widzenia 🙂

 Podróżowanie jest brutalne. Zmusza Cię do ufania obcym i porzucenia wszystkiego co znane i komfortowe. Jesteś cały czas wybity z równowagi. Nic nie należy do Ciebie poza najważniejszym – powietrzem, snem, marzeniami, morzem i niebem”