Widać koniec…

… rozpakowywania.
To chyba najdłuższa przeprowadzka w moim życiu.
Nie mam pojęcia skąd się wzięły te wszystkie rzeczy, które pakowaliśmy.

Zmęczona jestem!
Potwornie!
Mimo, że pakowanie, noszenie, rozpakowywanie głównie spadło na M. i pomocników, to jednak jako rasowy pracoholik nie mogłam bezczynnie stać i patrzeć…jak inni pracują za mnie! ;P
To coś przez przypadek podniosłam,
tam przesunęłam,
złapałam za odkurzacz,
umyłam okna, jak M. ogarniał drugie mieszkanie i
…naprawdę cieszę się, że to już prawie koniec!

Przynajmniej nowy gryficki Doktorek będzie mógł mnie obejrzeć w pełnej krasie moich bolączek kręgosłupowych!

Tymczasem z głośników sączą się jazzawe klimaty,
gorąca poduszka masuje mi plecy,
Córcia we śnie zakłada bazy, w których jako szefowa Agentek (?!?!) przetrzymuje złoczyńców,
M. krząta się między kablami a lapkiem- znaczy internet powrócił,
bałagan poskromiony.

Nareszcie w Domu...