Intensywny weekend za mną.
Nie chciałam w końcu bez odpowiedniej zaprawy wracać do pracy.
Do stanu gotowości bardzo mi daleko, ale życie się o mnie upomina, jak mawia mój doktorek, więc biorę cztery litery w garść, pastylki na drogę i ruszam po zgodę lekarza Medycyny Pracy na powrót do korpo.

Całe szczęście sezon urlopowy zaczyna się już wkrótce.
A na pierwszy, zasłużony urlop wybieram się za niecałe dwa tygodnie 🙂

W idealnym świecie decyzja o powrocie do pracy w tym stanie – nie miała by miejsca.
Ale to nie idealny świat, a realia nie dają o sobie zapomnieć, co chwilę kuksając Cię w kostkę.

Być może niedługo to się zmieni. Ale w tej kwestii twardo stąpam po ziemi i póki rzeczy nie dojdą do skutku, nie karmię się na darmo złudną nadzieją.

Siło przybywaj, bo niedobory są duże, a wyzwania jeszcze większe!

*************
A tak w weekend łapaliśmy słońce 🙂
Ps. Wyjątkowo- nie w lesie 🙂