A może morze?

Czemu nie?!

Nie byłam nad Bałtykiem ładnych kilkanaście lat.
Ci, co mnie znają, wiedzą, że mając wybór: morze czy góry – wybiorę góry,
nie mając wyboru – też 😉

Udało się przetrwać w pracy, choć ból nie daje o sobie zapomnieć.

Czekałam na ten wyjazd od kilku miesięcy.
Wiązałam z nim bardzo dużo nadziei, na poprawę mojego zdrowia.
Kilka doświadczeń po drodze skutecznie ostudziło mój zapał.
Chyba dobrze, że tak się stało.
Frustracja, którą przeżywałam po każdej kolejnej konsultacji medycznej była w pewnym momencie nie do zniesienia.

Dlatego,
Skupiam swoją uwagę na przyjemnościach.
Otoczka przedwyjazdowego napięcia skutecznie odrywa myśli od medycznej części tej wycieczki.

Może wrócę z dobrymi wieściami,
może…obejdę się smakiem, jak do tej pory.

Nieważne!
Maj zapowiada się ciężkointensywniemedyczny. Budzi się we mnie energetyczny wampir.
Po szalonym przeprowadzkowym pędzie, mamy wreszcie trochę czasu tylko dla siebie.
Przy takiej perspektywie cała reszta ma już mniejsze znaczenie…i coś czuję, że moc popłynie szerokim strumieniem.