Jakiś czas temu cieszyłam się z możliwości konsultacji u Doktorka Z.
Trochę liczyłam na taki mały cud.

Cudu nie ma!
Jest rozczarowanie i zniecierpliwienie.

Zapomniałam już jak to jest obudzić się bez bólu- takiego fizycznego- bo głowa nadal ma się dobrze, nawet jak na te warunki.
Fajnie byłoby tak po prostu wstać, nie zastanawiać się czy mogę.
Fajnie byłoby poskakać, potańczyć, pobiegać, wsiąść na rower, poczuć wiatr we włosach, zaczerpnąć górskiego powietrza, pooglądać świat z góry, pójść na spacer do lasu, pobawić się z dzieckiem!
Nie zastanawiać się , czy dam radę…

Nie lubię zalegać w łóżku.
Jasne, potrzebuję odpoczynku i czasem poleżę, ale wtedy czuję, że to mój wybór.
Teraz wyboru nie mam.
I może właśnie to stanowi dla mnie największy problem.

W przyszłym tygodniu szykuje się wyjazd w Tatry.
Bardzo chciałam pojechać. Góry mnie leczą, dodają sił i energii, ale….
…widzę jak znikają mi gdzieś za zakrętem.
W takim stanie ciężko będzie znieść podróż, trudno będzie dojść nawet do schroniska.

Nie poddaję się i nie rezygnuję tak łatwo.
Zaklinam rzeczywistość i wbrew wszystkim znakom na ziemi i na niebie- wierzę w cuda!

Dobrze, że głowa nadal w formie mimo, że ciało rozpada się. Jeśli nie fizycznie, to przynajmniej mentalnie wybiorę się w podróż. Bo uparciuch ze mnie straszny!