Jest radość!

Praca w korporacji ma wiele wad.

Ostatnio ich lista znacznie się wydłużyła.
Niemal z każdej analizy SWOT wynika, że powinnam to rzucić w cholerę!
Ale!
Zawsze przecież musi być jakieś ale.
 
Dzięki korpo mam prywatną opiekę medyczną,  W moim przypadku to bezcenna zaleta. Nie muszę martwić się o skierowania, terminy, ogromne koszty badań i ewentualnych prywatnych wizyt.
Przykładem jest choćby dzisiejsza sytuacja.
Mój kręgosłup jest w opłakanym stanie. Znów musiałam przejść w tryb pasywny, a wszelkie ewentualne aktywności odbywają się…na łóżku*
Nie lubię!
Bardzo!
Nosi mnie i marzę choćby o krótkim spacerze bez bólu.
Na szczęście widzę światełko w tunelu!
Korpo maczała w tym palce, bo udało mi się dostać do jednego z lepszych lekarzy rehabilitantów w Lublinie i to już w poniedziałek. Od wtorku zacznę intensywną rehabilitację.
Mam nadzieję, że zanim wróci neurobożek, będę już spionizowana, a jego praca ograniczy się jedynie do podreperowania czucia…niestety już w obu nogach.
Nadal szklanka do połowy pełna!
* ( Ludkom z wybujałą wyobraźnią wyjaśniam, że moja aktywność w łóżku to np. jedzenie, spanie, czytanie itepe ;P )