Wróciłam, ogarnęłam się, przetrawiłam i mogę to na chłodno przekalkulować.

Ostatnio wpadłam w wir badań kontrolnych. Mam już pierwsze informacje zwrotne.
Scyntygrafia nie wykazała żadnych nowych ognisk, za to znacznik niezmiennie kumuluje się wokół talerza kości biodrowej – to miejsce martwi mnie najbardziej, reszta ma mniejsze znaczenie.

Dla mnie jak zawsze – szklanka do połowy pełna, więc wynik badania cieszy. Z mojej perspektywy wszystko zmierza w dobrą stronę!
Ponieważ randki z pamisolem nie kończyły się dobrze rozważamy zmianę leku. Na jaki? To się okaże w piątek- przynajmniej mam taką nadzieję.

L3-S1 nadal w rozsypce. Boli jak cholera, zwłaszcza jak zafunduję sobie dłuższe stanie lub 3 godzinną podróż bez możliwości choćby przeciągnięcia się. Przy takim zmęczeniu materiału noga drętwieje często i utrudnia mi chodzenie.
Nie ustaję w poszukiwaniach jakiegoś sensownego rozwiązania, a kilka Aniołów, zupełnie bezinteresownie mi w tym pomaga.

Wszystko ma jednak swoją cenę. Kilka lat nieustannego brania różnego rodzaju leków zupełnie zniszczyło mój przewód pokarmowy- od samej góry do dołu. To, o czym już wiem to refluks z zapaleniem przełyku, stan zapalny żołądka i dwunastnicy oraz zespół jelita drażliwego. Gastrolog uparła się, że musimy przyjrzeć się dokładniej temu co w trawie piszczy, więc czekam jeszcze na badania endoskopowe- od mojej ostatniej gastroskopii z ubiegłego roku wiele mogło się zmienić.

Szału nie ma, tragedii też nie. Biorę się w garść i kminię dalej jak sprawić, żeby wszelkie dolegliwości nie przysłoniły mi uroków życia. 🙂

Dobrej niedzieli!