Zaniemogłam urlopowo

Jakoś tak ostatnio się składa, że jak zaczynam urlop to uaktywniają się wszelkie bolączkowe dolegliwości…

Na co dzień działam na adrenalinie.
Obstawiona przez dobrze wyposażoną osobistą aptekę staram się wyprzedzić ból.
Takie to sobie codziennie urządzamy wyścigi.

Kiedy jednak wiem, że mogę bezkarnie w nicnierobieniu zalec na kanapie staram się minimalizować konsumpcję kolorowych pastylek.

A wtedy docierają do mojej głowy impulsy z różnych części mojego ciała.
Jak ten…dobijający się od kilku ostatnich tygodni ból brzucha.
Nietypowy, nieznany mi do tej pory…niepokojący.

Wyobraźnia podpowiada zaraz różne scenariusze,a ręce nie mogą się oprzeć, żeby nie zapytać wujka google co myśli na ten temat.
Karcę się za to powtarzając raz za razem zasadę, której zawsze staram się trzymać – nie martw się na zapas czymś, co może wogóle nie zaistnieć w rzeczywistości.

Mądre Głowy zarządziły jednak dokładniejszą analizę, więc przed Świętami obejrzę jeszcze dokładnie moje wnętrzności.

Przyszła mi do głowy myśl, żeby rzucić wszystko i pojechać w góry. To taka moja odmiana medycyny alternatywnej.
I nie mogę się oprzeć tej myśli, zwłaszcza jeśli widzę takie zjawiska: