Piątkowe atrakcje w COZL zagwarantowały mi co najmniej weekend w łóżku.
Najlepszym sposobem na przetrwanie jest sen. Bez leków to właściwie niemożliwe. Żołądek świruje, a ja mogłabym zostać specjalistą od anatomii kręgosłupa. Czuję każdą, nawet najmniejszą kostkę w jego konstrukcji.

Jestem wtedy jak dziecko, które obsesyjnie pragnie czyjejś bliskości.
M. znosi to cierpliwe. Jest obok, bez względu na to czy śpię czy nie. Trzyma za rękę, głaszcze po głowie, eksperymentuje w kuchni, bylebym tylko mogła coś zjeść.
Nawet Córa mimo początkowych protestów pozwala mi bezczynnie zalec w łóżku.

*************************************

Odwiedził nas Mikołaj. Cicho i niepostrzeżenie wszedł nocą przez balkon i zostawił kilka upominków. Muszę przyznać, że jego pomocnicy spisali się w tym roku na medal i dostarczyli zamówienia na czas.

A radość bliskich- bezcenna!
Osładza cały bezsens mojego samopoczucia.

W przerwach, kiedy nie śpię,  rodzinnie walczymy ze smokami, duchami i rycerzami próbując uratować księżniczkę z zaczarowanego zamku.
A kiedy zmęczona padam na łóżko, cały czas słyszę dobiegający mnie z drugiego pokoju śmiech moich Kochanych Ludków!

Szczęściara ze mnie….mimo wszytko!