Chciałabym…

Niewiele…
A jednak coś spoza moich możliwości.

Nie proszę już o kolejną sukienkę,
bransoletkę,
dobrą płytę,
nową książkę.
Rzeczy materialne nie mają już dla mnie takiej wartości jak kiedyś.

Jak co roku pisaliśmy rodzinne listy do Św. Mikołaja.
Zawsze sprawiało mi to dużo radości i ekscytacji.
Przecież każdy z nas ma choć jedną rzecz na swojej liście, którą chciałby dostać.

W tym roku pisałam ten list przez…3 godziny.
Szukałam pomysłów, inspiracji i
…denerwowałam się
…złościłam
…smuciłam.
Nie wiedziałam co mam napisać.
I nie dlatego, że na mojej liście nie ma już niczego,
nie dlatego, że nie wiem co bym chciała,
ale dlatego, że ….to nierealne.

Bo jak powiedzieć komuś,
że rzeczą, której najbardziej teraz pragnę jest
choć raz obudzić się bez bólu i przetrwać tak cały dzień.
Choć przez jeden dzień nie ścigać się z nim, nie czuwać, nie nasłuchiwać, nie analizować czy to czas na kolejną tabletkę czy obędę się jeszcze chwilę bez niej.
Choć przez jedną noc nie toczyć tych wojen, nie zastanawiać się na co mogę sobie jeszcze pozwolić, a na co  już nie.
Choć raz nie bać się reakcji swojego ciała.

Nie pamiętam takiego dnia.
Przyzwyczaiłam się już do bólu.
Tak sobie razem egzystujemy od dłuższego czasu.
Czasem znosimy się lepiej innym razem gorzej,
ale wierzę, że nie jesteśmy złączeni na wieki…

Mam więc nadzieję, że Ktoś daruje mi taki dzień.
Może jeszcze nie teraz, nie na tą Gwiazdkę
Nie pod tegoroczną choinkę.
Ale kiedyś przyjdzie.

A póki co, w tym wydumanym przez 3 godziny liście, poproszę o CZAS na bycie razem.