Codziennie spotykam się z sytuacjami, w której ktoś mówi :
Ale Ci dobrze. 
Chciałabym/chciałbym być na twoim miejscu. 
Tobie zawsze wszystko wychodzi,masz tyle szczęścia, 
Gdybym miał/a taką kasę niczego bym więcej nie potrzebował/a…


Dziwna jest ta ludzka natura.

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma…. czyżby?

Jestem innego zdania!

Każdy z nas, bez względu na status społeczny, miejsce zamieszkania, pochodzenia
ma swoją jasną i ciemną stronę,
swoje samotności
i małe chwile szczęścia.
Swoje spełnione..
i odłożone na później marzenia,
swoje chwile triumfu
i gorzkiej porażki.
Swój mały prywatny świat, o którym inni nie mają pojęcia.

Jak więc mogę przyjąć, że byłabym szczęśliwsza na miejscu kogoś innego?

Jak zwykły śmiertelnik ulegam myślom, że gdybym miała innego męże to..
albo gdybym mieszkała  na innym kontynencie to….
lub gdybym miała mnóstwo pieniędzy, to wszystkie moje problemy dałoby się rozwiązać…

Ale to tylko ułuda.
Usprawiedliwianie swojej bierności w poszukiwaniu lepszej drogi dla siebie!

Jednych zabija rak,
innych próżność,
jeszcze inni mają więcej kłopotów niż pożytku z pokaźnej sumy na koncie.
Są tacy, którzy żyją w pięcioro na 20 m2 i są szczęśliwi.
I tacy, którzy żyją na 200m2 we dwoje, w małżeństwie z wyreżyserowanym uśmiechem na pokaz.

Nie wszyscy mamy równy początek. Dla niektórych linia startu jest bardzo daleko wysunięta do przodu, przed innych.

Nie oznacza to wcale, że jesteś przegrany,a jedynie tyle, że powinieneś włożyć nieco więcej wysiłku, szaleństwa, by uczynić swój mały świat  takim, w którym będziesz czuł się szczęśliwy.

I dobrze, bo sukces okupiony wysiłkiem daje więcej satysfakcji!