Zaliczyliśmy dzisiaj z Córą kids party.

Moja pięciolatka od tygodnia nie mówiła o niczym innym. Co prawda jej udział w imprezie był pod dużym znakiem zapytania, bo choroba nie odpuszczała mimo podawanych leków, ale to spojrzenie kota ze Shreka utwierdzało mnie tylko w przekonaniu, że łatwo nie zrezygnuje.

W każdym razie nie o tym chciałam napisać.

Imprezy urodzinowe organizowane przez rodziców w klubach dla dzieci zaczęły się  jak tylko Córcia trafiła do trzylatków. Miałam wrażenie, że trwa jakiś wyścig kto zorganizuje lepsze przyjęcie, w fajniejszym miejscu, z lepszymi atrakcjami…wyścig między rodzicami.

Moda?
Chyba nie nadążam za nią!

Moje dziecko nie jest zapisane na pierdylion dodatkowych zajęć, bo dzieciństwo jest tak krótkie i zdecydowanie powinna w nim przeważać zabawa nad obowiązkami. Jeśli wydaje mi się, że jakieś zajęcia mogły by być wartościowe to rozmawiam o tym z Córką i staram się znaleźć złoty środek między naszymi chcę i oczekuję.

Od dłuższego już czasu jesteśmy zasypywani z M. pytaniami czy Córa pójdzie do szkoły muzycznej i do której, bo dla większości jest sprawą oczywistą, że skoro oboje jesteśmy muzykami to nasze dziecko też powinno. Dla mnie to tak oczywiste nie jest!

Nie jest też tak, że odpuściliśmy sobie jej rozwój. Pokazujemy jej różne rzeczy, dzielimy się z nią naszymi pasjami i…obserwujemy! Jeżeli coś zaciekawi ją bardziej to rozmawiamy o tym, podpytujemy, próbujemy.
Nie chcemy narzucać jej swojego zdania, szanujemy jej dzieciowe wybory ( oczywiście w granicach rozsądku 😉 ), nie chcemy, żeby realizowała nasze niespełnione ambicje. Chcemy, żeby miała swoje!

Wiadomo, że odkąd zaczęła edukację bardzo łatwo ulega pewnym wzorcom i modom, które obserwuje u współtowarzyszy zabawy. Jak choćby moda na imprezę urodzinową! Już dzisiaj sporządzała listę gości na swoje przyjęcie…

A ja po dzisiejszym dniu mam jeszcze więcej wątpliwości co do wartości takich przedsięwzięć!
Obserwowałam zachowania gości małej Solenizantki. Wchodzili zawstydzeni, zazwyczaj za rękę z mamą/tatą, wręczali przygotowany wcześniej przez rodziców prezent i czym prędzej szukali koleżanek/kolegów, z którymi na co dzień bawią się w przedszkolu.
Nie było tam żadnej integracji, wspólnych zabaw, żadnej dodanej wartości. Po prostu dzieci biegały w swoich małych grupkach po dość dużej hali z różnymi zjeżdżalniami, trampolinami i basenami kulkowymi.

Więc czy ta forma jest faktycznie odpowiednia?
Może z punktu widzenia 5-latki duża ilość prezentów jest atutem, ale śmiem twierdzić, że znaczna ich część może być nie trafiona – wyboru dokonywali przecież rodzice, czasem na podstawie opinii swoich pociech….które nie koniecznie mają zażyłą relację z solenizantką.

No i pozostaje pytanie czego uczymy w ten sposób swoje dzieci?
Czy chcę żeby działania mojej córki były dyktowane aktualną modą?
Czy przypadkiem nie zakotwiczam w niej myśli, że ważna jest ilość….a nie jakość?

Wątpliwości mam sporo.Może niepotrzebnie. Za kilka miesięcy, kiedy będą zbliżały się urodziny Córci przyjdzie mi się z nimi zmierzyć, bo nie mam wątpliwości, że na fali obecnego entuzjazmu wróci do tematu.

kinder party