Nadzieja umiera ostatnia…

Prawie dwa lata temu zaczęła się moja przygoda z dyskopatią. Przeciwna wszelkim chirurgicznym ingerencjom w moje ciało zdecydowałam, że zacznę od fizykoterapii, masaży, mobilizacji, farmakologii itp.

Faktem jest, że udało się nieco podreperować moją stopę, w której czucie było znacznie osłabione, niemniej jednak zakres ruchu jest znacznie mniejszy niż w przypadku drugiej.
Co jakiś czas silny ból kręgosłupa kładzie mnie na kilka tygodni do łóżka, uniemożliwia samodzielne poruszanie się, bo noga przy próbie chodzenia drętwieje i wpędza w parszywy nastrój. Niestety spędzanie czasu w łóżku dla takiej osoby jak ja jest koszmarem.
Po wielu nieskutecznych próbach zmniejszenia objawów doszłam do wniosku, że mój żołądek nie zniesie kolejnych porcji leków, a pracodawca przestanie współczuć i porządnie się zdenerwuje na kolejną nieobecność w pracy. Stąd wniosek, że może chirurgia nie jest jednak takim złym pomysłem. Być może mogłaby rozwiązać mój problem na dłużej niż dotychczasowe leczenie?
No i tu pojawił się problem!
Wczoraj trafiłam na konsultację do czwartego neurochirurga.Jak pozostali trzej, powiedział mi dokładnie to samo: obraz z MR jest niewspółmierny do objawów.
Tak, wiem! Słyszałam to już wielokrotnie! Tylko co z tego?!?!
Neurolog odsyła mnie do neurochirurga, neurochirurg do neurologa i tak na okrągło! Przy czym żaden z nich nie ma pomysłu co zrobić dalej, nie jest przekonany do zaproponowanych rozwiązań, a ja nadal zostaję z problemem.
Naszym lekarzom ciężko jest wyjść poza schemat, którego wyuczyli się w szkołach medycznych. Dla nich logiczne jest, że skoro na zdjęciu MR, które wykonuje się w pozycji leżącej, mój dysk „lekko” moduluje worek oponowy, to takie objawy nie powinny mieć miejsca. Dla mnie już tak logiczne nie jest, bo od czasu do czasu jestem istotą poruszającą się, a co za tym idzie mój kręgosłup rusza się razem ze mną i wtedy objawy się nasilają!
Tylko jeden z neurochirurgów, kształcony poza naszymi granicami, z dużym doświadczeniem w pracy ze sportowcami stwierdził, że obraz z MR nie może być jedynym kryterium decydującym o kwalifikacji do zabiegu.
I pewnie byłabym już po, gdyby nie to, że NFZ zawiesił wykonywanie tego rodzaju operacji w szpitalu, w którym ów lekarz pracuje…
Moja próba przeniesienia zabiegu do innego miasta i wykonania go w szybszym terminie spełzła na niczym, bo wczorajszy specjalista stwierdził, że tego rodzaju zabieg, w moim wypadku jest bardzo ryzykowny i on proponuje inny…..ale nie jest przekonany czy mi pomoże. W związku z tym jeszcze raz powinnam skonsultować się z neurologiem!!!!
Ręce mi opadają! To nie ja jestem lekarzem! Jak mam podjąć jakąkolwiek decyzję, skoro jeden lekarz zaprzecza drugiemu? Kiedy żaden z nich nie jest przekonany do działań, które mi proponuje?
Jak to jest, że w całej tej machinie zawsze na szarym końcu jest Pacjent?!?
Pozostaje mi czekać, aż dysk całkiem szlag trafi, stracę całkowicie czucie w nodze – wtedy jest szansa, że załapię się na „pilną” operację, albo….
…albo zwrócić się do magów ,czarodziei lub specjalistów od medycyny niekonwencjonalnej…

dyskopatia kręgosłupa