Sama w wielkim mieście…

M. wyjechał.

Pierwsza myśl – „wolna chata”, nadrobię spotkania ze znajomymi, zrelaksuję się z maseczką na twarzy, obejrzę ulubiony serial…zatęsknie.

Pierwsze trzy rzeczy już za mną.
Kiedy późnym wieczorem  usiadłam w sypialni uderzyła we mnie głucha cisza.Córa śpi, nikt nie hałasuje, nie kręci się po mieszkaniu, nie siedzi obok, nie marudzi, żebym setny raz nie oglądała pierwszego sezonu „Chirurgów”.:)

W całej tej wolności poczułam się zniewolona przez tęsknotę, ciszę, brak codziennych rytuałów…Dziwne…czasem po prostu siedzimy obok siebie, każde ze swoim laptopem na kolanach, ze swoimi myślami, sprawami, każde w swoim świecie, a jednak najdrobniejsze muśnięcie palcem sprawia, że te dwa światy się zazębiają…

Dzisiaj jestem sama w wielkim mieście…na szczęście nie samotna…

samotność