Przeszłość, przyszłość, teraźniejszość
„Co jest najśmie­szniej­sze
w ludziach? Zaw­sze myślą na od­wrót: spie­szy
im się do do­rosłości, a      po­tem wzdychają
za ut­ra­conym dzieciństwem. Tracą zdro­wie ,by zdo­być pieniądze, po­tem tracą pieniądze
by odzys­kać zdro­wie. […] Żyją jak­by
nig­dy nie mieli um­rzeć, a umierają, jak­by
nig­dy nie żyli.”
Trafiłam ostatnio kolejny raz na ten cytat i w ramach małej autorefleksji próbuje odnieść go do własnego życia. Czy mam ten najśmieszniejszy pierwiastek ludzki?
Faktycznie, będąc dzieckiem chciałam szybko wydorośleć, wyjechać z domu, zacząć żyć własnym życiem. Nie wynikało to bynajmniej z młodzieńczego buntu, ale warunków w jakich się wychowywałam. Większość moich wspomnień z dzieciństwa to kłótnie rodziców, alkoholizm ojca, depresja matki i jej wieczne skupienie na pracy. Te wszystkie obrazy, które obserwowałam będąc dzieckiem wryły mi się głęboko w psychikę i zdeterminowały moje późniejsze wybory, zachowania, schematy – nie koniecznie właściwe. Nie tęsknie za dzieciństwem. Może to dlatego, że nie miałam dzieciństwa…?
Kiedy wyjechałam na studia rzuciłam się w wir pracy za wszelką cenę chcąc się uniezależnić od rodziców, Bardzo szybko mi się to udało, ale dwa kierunki studiów, praca od poniedziałku do piątku i granie z zespołem w weekendy bardzo szybko odbiły się na moim zdrowiu. Do dzisiaj odbija mi to czkawką. W pewnym momencie przyplątała się jeszcze Rakela i na chwilę mój świat się zawalił. Tylko na chwilę… Bo później robiłam wszystko, żeby „nie wypaść z obiegu”, nadal być częścią tego świata i… zarobić na własne leczenie. Być może duma, może ta niezależność, o którą tak walczyłam nie pozwoliła mi skorzystać z pomocy rodziców. Nie oszukujmy się jednak – pomoc to była mizerna. Zamiast dawać mi energię do walki Mama ciągle płakała, jakby sama nie wierzyła, że uda mi się wygrać, a ojciec….cóż do tej pory wypiera fakt choroby, żyje jakby jej nigdy nie było.

duchy przeszłości

Czy żyję jakbym miała nigdy nie umrzeć? Nie wydaje mi się. Jestem naznaczona…Rakela nie pozwala o sobie zapomnieć i co jakiś czas przypomina, że być może wygrałam bitwę, ale wojna jeszcze przede mną. Wielu z nas, naznaczonych chorobą, odczuwa obecność śmierci bardzo intensywnie… za wieloma z nas śmierć codziennie włóczy się jak cień…
Mimo to nadal żyję i robię wszystko, by w chwili śmierci czuć, że żyłam pełną piersią! Czy tak właśnie  będzie? To nie jest jeszcze moment na zrobienie szczegółowego remanentu życia. Przecież wciąż jestem! Wciąż chcę żyć! Wciąż mogę wiele zrobić!
Więc skupiam się na teraźniejszości, walcząc o przyszłość, w której wspomnienia z przeszłości nadadzą sens mojemu życiu w chwili śmierci.