Jestem tylko człowiekiem…

Zdarzają mi się takie dni ( ostatnio niestety coraz częściej), że nie chce mi się nic. Wracam z pracy i padam na twarz. Pewnie to kwestia zwiększonej dawki leków, które aktualnie muszę brać, żeby przetrwać. Co prawda dzięki nim mogę nadal pracować ( ból jest do zniesienia), ale z drugiej strony czuję się senna i rozbita.

Nieco to frustrujące, zwłaszcza kiedy wracam do domu, Córa rzuca się na szyję i chce się bawić…a ja zwyczajnie nie mam siły. Nie lubię jej odmawiać! Za kilka lat swój czas będzie chciała poświęcać przyjaciołom, znajomym.

Każdy dzień, każda chwila, godzina, minuta czy sekunda są dla mnie na wagę złota. Są niepowtarzalne…a jednak czuję jak uciekają mi między palcami, jak nie umiem z nich korzystać, jak mało z siebie daję, jak mało poświęcam!

Obwiniam się o to codziennie, a jednocześnie nic nie mogę zrobić. Matczyne dylematy sieją największe spustoszenie w mojej głowie. Próbuje znaleźć usprawiedliwienie dla takiego stanu, ale wszystkie wydają mi się zbyt banalne.

A co jeśli jutra nie będzie?
Czy nie warto zmobilizować choćby najmniejszych zasobów siły ukrytych gdzieś w mięśniach, grymas spróbować zamienić na uśmiech tylko, a właściwie AŻ po to , by uszczęśliwić dziecko?

Jestem tylko człowiekiem….czasem bardzo słabym, ale żal mi tych uciekających chwil z moją Córą i z M.

Siło przybywaj….

jestem tylko człowiekiem