Czekam…

Od kiedy choruję jedną z najgorszych rzeczy było dla mnie oczekiwanie. W głowie pojawiało się tysiące scenariuszy, rzadko kiedy miały szczęśliwe zakończenie. Wyobraźnia podpowiadała niestworzone obrazy, a każdy najmniejszy objaw urastał  do nieziemskich rozmiarów.

Na pierwsze lepsze hasła doktor Google wyrzucał najgorsze z możliwych diagnoz ze słabymi rokowaniami na przyszłość.

Emocje sięgały zenitu, denerwowało mnie zainteresowanie i brak zainteresowania, przejaw troski i jej brak, pytanie o samopoczucie i przechodzenie nad sprawą do porządku dziennego. Nie potrafiłam sobie znaleźć miejsca, nie mogłam się skupić. Interesowało mnie tylko czekanie…

Teraz też czekam. Ale już spokojniejsza. Nie dlatego, że jestem przekonana, że wyniki będą takie jak chcę, ale dlatego, że i tak nie mam na nie wpływu, niczego więcej zrobić nie mogę, a mój strach nie zmieni zapisu na kartce!
Co z tego, że będę traciła energię na złość, frustrację, strach, kreowanie czarnych wizji?! Lepiej przekierować ją na coś pozytywnego!
Przyda się, jeśli okaże się, że trzeba stoczyć kolejną walkę.

Więc czekam…bardziej wyciszona, skupiona na tu i teraz, z pozytywnym nastawieniem, gotowa do ewentualnej walki.

czekanie na wyniki badań