Ograniczenia nie interesują mnie!
Faktem jest, że wejście na szczyt choćby 3-tysięcznika jest dla mnie niemożliwe. Dwutygodniowa podróż na stopa przez Bałkany z opcją spania gdzie popadnie nie jest dobrze widziana przez najbliższych! Ba! Nawet powrót do pracy jest bojkotowany przez M.- patrzy i czeka  z niecierpliwością aż wreszcie się poddam i wrócę do funkcji Housemenagera. Niby to z troski, ale jakże demotywuje, ściąga w dół, podcina skrzydła.
Teoretycznie, mogłabym opuścić korporacyjny wyścig szczurów, otoczyć się bliskimi, którzy bez mrugnięcia okiem sprzątaliby mój dom, gotowali w mojej kuchni i machali za mnie łyżką, żebym tylko coś zjadła.Mogłabym też podróżować ( co jest od dawna moją pasją) dzięki google maps – takie teraz mamy możliwości! Po co mi zapachy, nowe smaki, zderzenia cywilizacyjne? Przecież ( zdaniem niektórych) powinnam z wyrazem męki na twarzy okupować łóżko!
Ale….no właśnie, jest jedno wielkie ALE! Ja wcale nie chcę żyć w ten sposób! 
Jedni pomyślą – przecież to nieodpowiedzialne! Po co się narażać? Po co ryzykować?
Jak to po co?!?! Życie jest jedno. Dla jednych krótsze, dla innych dłuższe. Tyle jest do przeżycia, do zobaczenia, do posmakowania, do dotknięcia, do poczucia na własnej skórze! Kiedy jak nie teraz?!
Znam swoje możliwości. 
Wystarczy mi limit na życie – pozostałe ograniczenia nie interesują mnie! 🙂